No i się stało - prolog mojego opowiadania. Bardzo złe?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Czerwone słońce powoli chowało się
za widnokręgiem, oświetlając rezydencję i ogród ostatnimi
szkarłatnymi promieniami. Młody Ciel Phantomhive nie oderwał nawet
wzroku od stosu papierów i nieprzeczytanym listów zalegających na
masywnym, drewnianym biurku, aby choć na moment wyjrzeć przez
wielkie okno i chwilę odpocząć. Uważał takie błahostki za
niepotrzebną stratę czasu. Już i tak miał spore zaległości.
Ciszę, która panowała w
pomieszczeniu, przerwało pukanie do drzwi.
- Wejść – rozkazał chłopiec.
Stare wrota otworzyły się i do
pokoju wszedł wysoki, czarnowłosy mężczyzna ubrany w ciemny frak
typowy dla pełnionej przez niego funkcji.
- Wybacz, paniczu, że przeszkadzam
o tej porze... – zaczął lokaj.
- Przejdź do rzeczy, Sebastianie –
przerwał lekko zniecierpliwiony Ciel.
- Przyszła właśnie wiadomość od
królowej – wyjaśnił, podając mu białą kopertę z wybitym na
niej herbem władczyni.
Granatowowłosy nieufnie przyjrzał
się jej i dopiero po chwili ją otworzył. Musiał kilka razy
przeczytać całość, aby dotarła do niego jej treść. Jeszcze
raz dla pewności przejrzał wszystko i spojrzał na czerwonookiego
stojącego przy regale z książkami.
- Coś się stało, paniczu? -
spytał zaniepokojony się długim milczeniem swojego pana.
- Przygotuj kolację, Sebastianie –
polecił. - Będziemy mieli dziś wieczorem gościa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz